|
piątek, 09 września 2011
Nie pomagajmy dzieciom z Afryki!
Mocny tytuł, co nie? Natchnely
mnie na ten temat ostatnie doniesienia o suszy i o ilości ofiar, jakie
mogą umrzeć w tegorocznej suszy. Fundacje prześcigają się w zbiórkach
pieniędzy na zorganizowanie dostaw wody, leków, żywności i ubrań. A nie myślą nawet przez chwilę, jakie to ma skutki! Afrykańczycy żyją z darów pierwszego świata już prawie pół wieku. Żyją na granicy śmierci głodowej, nie robiąc absolutnie NIC żeby z tego stanu się wyrwać. Jak ci cyganie żebrzący w komunikacji miejskiej, żyją z dnia na dzień, oskarżając o swój stan nas, warunki klimatyczne, przeszłość, perspektywy oraz polityków. A co mu niby im zrobiliśmy? Wychowalismy ich, że bie ważne, co się.stanie, zawsze dostaną od nas jakieś ochlapy! Polska Akcja Humanitarna zaraz zbierze kilkaset tysięcy złotych i wyda je na wodę, która przez Somalijczykow będzie wypita po czym wypocona, wypluta lub wysikana. A następnego dnia Somalijczycy znowu będą spragnieni. Te pieniadze się marnują! Oni nie potrzebuja jedzenia albo wody! Oni potrzebują cholernej pracy! Nauczyć się muszą zarabiać na siebie i mieć czym zapłacić za artykuły spożywcze, które importuja. Głupie Nike otwierając w Addis Abebie fabrykę sznurowek i płacąc im miskę ryżu za dzien pracy lepiej się przysluzy narodowi chodzących szkieletów niż wszystkie europejskie fundacje stawiające im obiad raz na 2 miesiące. Przestańcie wspierać akcje humanitarne, bo tylko krzywdzicie tych ludzi!
środa, 15 czerwca 2011
Uroki i cienie zakładania działalności gospodarczej
Haha, dawno tu nie pisałem. Ot tak, kilka rzeczy wyjaśnię :3 W zeszłym roku, od marca konkretniej, play zamknął pode mną punkt, w którym pracowałem i wylądowałem na bruku. Trochę niemiło, ale cóż, życie. Przynajmniej dostałem odprawę :3 Zastanawiając się, co dalej, skontaktowałem się z paszczakiem. Kto wie, kto to, ten wie - ziom z liceum, z którym mamy razem milion pomysłów na minutę, które zwykle kończą się schlaniem w trupa i zapomnieniem wszystkich tych pomysłów - tym razem jednak coś oprócz kaca i bezpowrotnej utraty części szarych komórek, wpadliśmy na genialny pomysł, w którym mieliśmy obopólny udział w zyskach - zostałem zarejestrowanym bezrobotnym, abym miał możliwość złożenia wniosku o dofinansowanie rozpoczęcia działalności gospodarczej. Po pół roku pierdolenia ze wszystkimi możliwymi urzędami, noszeniem papierków od okienka do okienka i spędzeniu kilku radosnych poranków na totalne się zdołowanie poziomem moich współbezrobotnych, udało się - złożony po raz trzeci w październiku wniosek, został w listopadzie zaakceptowany, a w grudniu dostałem przelew na założenie działalności. Zostałem byznesmenem :D CEO firmy pozycjonującej, FTW! Jakie z tego wnioski? - Po pierwsze - gdybym wiedział, przez co trzeba przejść, prawdopodobnie bym zrezygnował. Ale się cieszę, że całe bieganie po urzędach (Urząd Gminy w Izabelinie, Urząd Gminy Żoliborz po trzy razy, urząd statystyczny i urząd skarbowy po dwa razy oraz nie wiem ile razu urząd pracy na ciołka), płaszczenie się przed urzędasami, psychologiczne planowanie, jaki mam być przed każdym z urzędników, chroniczny brak kasy, tłumaczenie się przed jednym urzędasem, czemu drugi urzędas się pomylił... ech... Zmarnowałem mnóstwo zdrowia, ale było warto. -Jeśli sami chcielibyście pójść moją drogą - od razu powiem, że 2010 to był ostatni rok łatwego otrzymania tej kasy. Teraz jest trudniej. Dużo. Jeśli chcecie otrzymać sześciokrotność średniej krajowej (czyli dziś ponad 20 kafli), to przygotujcie wcześniej co najmniej dwa razy tyle na czas oczekiwania na wniosek. Bo zdaniem urzędu pracy, bezrobotny nie może podjąć żadnej pracy w czasie oczekiwania na wniosek (u mnie to było ponad pół roku). Mamy przeżyć za zasiłek (jakieś 400 zł? Chyba mniej...). Na pytanie zadane konsultantce "co mam jeść", odpowiedziała, że mogę żyć z zarobków na giełdzie, za wynajem mieszkania... srsly :) - Ale mimo tego, polecam każdemu założenie firmy :) wcale nie przeszkadza to w zatrudnieniu, nawet niektórym pracodawcom to odpowiada... Ale jak zakładacie, pomyślcie, żeby zrobić to za granicą. Londyn jest dość tani. Bo u nas będziecie płacić 300 zł składek za miesiąc, a później prawie 900 zł! A jak przejdziecie na emeryture, dostaniecie ją mniejszą, niż składki, które płaciliście ;)
wtorek, 25 stycznia 2011
Smoleńsk jest gópi
Od już przeszło 9 miesięcy od katastrofy w Smoleńsku obserwuję pojawienie się dziwnej grupy w mediach, która posiadła wyłączność na plecenie debilizmów na antenach telewizji oraz łamach prasy - są to tzw. rodziny smoleńskie, czyli de facto kilka rozkrzyczanych idiotek oraz Jarosław BRAT NAJWIĘKSZEGO Z PREZYDENTUF Kaczyński. Mają oni bezwzględne prawo do nazywania wszystkich rosyjskimi agentami, mordercami i tym podobne. Mam dość. Myślałem, że jak ktoś ma żałobę po utracie bliskich, to jest wyciszony. Oni urządzają mordownię na cały kraj, nic dziwnego, że na Facebooku pojawia się grupa, która wzywa do "dnia bez Smoleńska" - żeby choć jednego dnia nie było w prasie zero informacji o raporcie MAK, rodzinach Smoleńskich, prawdopodobieństwu zamachu 10 kwietnia, sposobu odbywania 1 rocznicy katastrofy przez pis (oczywiście, że "jedyna" poszkodowana partia w Polsce, co nie?), o horrendalnym odszkodowaniu, jakie zapłacimy tym pyskatym debilom i tym podobnych newsów. Dość, po prostu dość. Ile można eksploatować coś, co was boli! (boli?). Zostawcie to i żyjcie dalej! Sejm nie jest prokuraturą, żeby prowadzić śledztwo! Mamy jedne z najwyższych podatków i paskudny dług publiczny, z tym coś, kurwa, zróbcie! Raport MAK powinien brzmieć "Samolot się rozbił dlatego, ponieważ spadł". Koniec! Nie ma!
środa, 01 grudnia 2010
WikiLeaks
W tym tygodniu świat zadrżał z powodu WikiLeaks. Strona ta, reprezentuje misję ludzi, dla których najważniejsza jest przejrzystość działań rządów. Na WikiLeaks pojawiają się na przykład przecieki z operacji wojskowych, które wojskowi woleliby zataić. Zbombardowanie nie tego celu na wojnie z terroryzmem, notatki w sprawie torturowania więźniów i tym podobne smaczki. Aż do niedawna szło to troszkę bez echa, kiedy potężny przeciek z notatek dyplomacji (wywiadu?) Stanów Zjednoczonych został umieszczony na stronie. No i wybuchła bomba. Gazety na całym świecie przekopywały się przez - do niedawna supertajne - treści, w których można było znaleźć przeróżne tajemnice poliszynela - od pseudonimów przywódców, poprzez "szokujące" informacje, że Gruzini chcieli od nas pomocy w wojnie z ruskimi, aż po odpowiedź na straszliwą zagadkę, czemu Obama nie chciał stawiać tarczy w Polsce. Bomba bardziej jednak wybuchła wśród przywódców - zaczęli oskarżać portal WikiLeaks oraz jego rzecznika, Juliana Assange'a o zdradę i działania terrorystyczne. WikiLeaks przeżyło oblężenie hakerów na usługach rządowych (już nawet nie wiadomo, jakiego rządu), a sam Assange jest ścigany przez Interpol. Ale dlaczego? Czy te informacje nie powinny raczej... spowodować wstydu naszych przywódców? Nie powinni oni przeprosić? Zamiast tego, wykorzystują wszystkie znane sobie środki do uciszenia głosu, który po prostu mówi nam, co oni zrobili, robią i mają ochotę zrobić. Czy przejrzystość jest takim koszmarem dla rządzących, że zaprzęga się siły specjalne, żeby ją wymazać? Może kiedyś będziemy mieszkać na świecie, gdzie demokratycznie wybrana osoba będzie zachowywać się odpowiedzialnie w stosunku do stanowiska. Na razie jest dupa. Przywódcy "demokratów" w USA rzucają się, jak wściekłe psy w klatce, wszyscy organizują nagonkę na kogoś, kto nam powiedział, co oni robią. Zadaniem przywódców powinno być nie ściganie Assange'a, ale spowodowanie, żeby nie miał czego tam wklejać.
czwartek, 18 listopada 2010
Korwiniści
Plaga naszego internetu, korwiniści, to zwolennicy pewnego pana w muszce o dość nietypowych poglądach: ma liberalne poglądy na temat gospodarki, a faszystowskie w sprawach społecznych, będąc jednocześnie monarchistą i zapalonym graczem w brydża. Charakteryzuje się przy tym dość dziwną skłonnością do przepychania swoich poglądów, gdzie tylko się da z wielką pomocą swoich fanatyków - Korwinistów. Na przykład, rzeczony JKM upodobał sobie kandydowanie do wszystkich możliwych wyborów pod swoimi hasłami gospodarczymi. Cne to, ale czy rzeczywiście? Przecież prezydent miasta, nawet stołecznego nie ma możliwości np. zniesienia wszelkich podatków, co JKM głosi przy każdej okazji? Równie dobrze mógłby żądać od kioskarki sprzedania mu flaszki! A więc czemu to robi? Są trzy opcje: 1. JKM nie wie o tym, że nawet w wypadku wygranych wyborów nie będzie w stanie zrealizować swoich obietnic ze względów formalnych. Jest więc niekompetentnym kandydatem i nie nadaje się do tej funkcji. 2. JKM wie o tym, że nawet w wypadku wygranych nie będzie w stanie zrealizować swoich obietnic ze względów formalnych. Rzuca je tylko po to, żeby ludzie poszli za jego hasłami, których zrealizować nie może (czyli wszystkie niemal gospodarcze), natomiast realizować chce wyłącznie swój faszystowski program społeczny. 3. JKM wie o tym, że nawet w wypadku wygranych nie będzie w stanie zrealizować swoich obietnic ze względów formalnych. Chce jedynie ciepłej posadki na jedną kadencję. A co zaś z korwinistami? Zachowują się oni identycznie, co ich idol - rzucają słowa programu, byle przepchać. Afiszują się nimi przy byle okazji byle ludzi usłyszeli i zachęceni ciekawymi hasłami gospodarczymi - przyłączyli się do grupy. Jednak - co najciekawsze - korwiniści nigdy nie będą z tobą dyskutować! Chodzi o rzucenie hasełka i ucieczkę. Dowiemy się zaraz, że za Hitlera było lepiej niż dziś i uciekną, zanim ktokolwiek zapyta się co z holokaustem. Albo nazwą wszystkie dotychczasowe rządy lewackimi i nie poczekają na próbę dyskusji o definicji "lewackości". Rzucą "Precz z socjalizmem, głosuj na JKM!" nie przyjmując do siebie, że socjalizmu w Polsce od dobrych 20 lat nie ma. No i avatary, którymi powiewają szumnie na forach. Co z tymi avatarami? Nie, taki człek nie podejmie dyskusji o polityce, gospodarce czy społeczeństwie. On tylko będzie stał z boku i powiewać flagą będzie. I co z tego, że Korwiniści ładnymi hasłami gospodarczymi rzucają, skoro jednocześnie chcą przepchnąć karę chłosty, zamknąć kobiety w gospodarstwach domowych, czy wprowadzić karę śmierci? Zważcie, że Korwinowi nie uda się wprowadzić tych ładnych hasełek gospodarczych. Ale społeczne... ma możliwość.
piątek, 01 października 2010
Ja, Homo Ludens
Homo ludens, czyli człowiek bawiący się, to doskonałe określenie na
gracza. Nie tylko komputerowego, dotyczy to każdej dziedziny życia -
hazard, łamigłówki, szarady, czy gry zręcznościowe. Homo ludens
jednakowoż to człowiek, który się do tego przyzwyczaił i będąc osobą
dorosłą, dojrzałą - gra.
Homo ludens gra na komputerze. Jak nie jest przy komputerze, to rozwiązuje sudoku, albo kostkę rubika. Uczy się kręcenia ołówkami w palcach, albo po prostu gra w piłkę. Mimo tego, że jest to zdrowe (rozwija umysł i ciało) i ciekawe (bo bawiąc się, nie zna nudy), jest to stan oficjalnie pogardzany przez społeczeństwo. Media uwielbiają wieszać psy na rozrywkach Ludensów. Gry komputerowe są wtedy czynnikiem powodującym zło na świecie, tak jak ongiś cykliści. Ludzie poważni (łac. Homo Dignitatis) nie rozumieją zabawy i zwalczają je wszelkimi znanymi sposobami. Dzieciak grający na komputerze jest potencjalnym mordercą z AK-47 w szkole, a dzieciak grający w piłkę nożną - potencjalnym bezrobotnym bez matury. Są więc wrogami postępu i tradycji jednocześnie. I w wiadomościach pomiędzy obrazami z ofiarami ludobójstw w Afryce, zamachów na Bliskim Wschodzie i katastrof w Ameryce, zdjęciami pożarów lasów, zdychających zwierząt na wybrzeżu zatoki meksykańskiej i filmikami z palenia żywcem kurczaków, które być może są chore, dowiadujemy się, jak katastroficzny wpływ ma na wychowanie, pozwalanie dzieciom grania w gry satanistyczne (jaką jest, podobno, Diablo), czy też z nadmiarem przemocy (tu na obrazkach zobaczymy na przykład Counter Strike'a). Nie zdając jednocześnie sobie sprawy z tego, jaki wpływ na owe umysły mogły mieć obrazki, które przed chwilą zaprezentowali na antenie. Otwieram gazetę. Śmierć, ofiary, katastrofa, wypadek, walka z żywiołem. Jednym tchem przyjmuję informacje o ok. 10 tysiącach ludzi, którzy zginęli przez ostatnie 24 godziny. Czasem mam nawet ich zdjęcia, żeby to sobie łatwiej wyobrazić. I jednocześnie mam przyjąć do uwagi mit, że homo ludens nie rozróżnia prawdy od fikcji... Po co ma rozróżniać, skoro w gazetach pisze się o prawdziwych ofiarach, jednocześnie to ilustrując? Gram od mniej więcej 5 roku życia. Zaczynałem od takich gier, jak Test Drive, Lode Runner, czy Dig Dug. Powoli przechodziłem przez całą, tworzącą się historię gier komputerowych - gry zarówno straszne (Resident Evil), brutalne (Postal), jak i łagodniejsze. Będąc osobą spokojną, wręcz uznawany za kujona w podstawówce, komputer stosowałem jako narzędzie do odstresowania. No i co? Żyję, nikogo jeszcze nie zabiłem, nie kolekcjonuję broni i nie strzelam do bezdomnych psów z wiatrówki. Jestem normalny, mam pracę, zainteresowania. I dalej gram w gry komputerowe. A wy, jakie macie odczucia do swojego życia jako homo ludens?
czwartek, 05 sierpnia 2010
Krzyżacy, żołnierze Jedi i Joanna d
Przedwczoraj byłem świadkiem najgorszego przykładu bezradności naszego państwa - oto garstka fanatyków, okupująca od prawie 4 miesięcy teren przed pałacem prezydenckim doprowadziła do tego, że nasze władze pozwoliły im deptać po konstytucji. Według tejże, państwo polskie jest rozdzielne od kościoła katolickiego, dumnie uzurpującego sobie tytuł wyznania w ponad 99% dominującego na terenie naszego państwa. Ta liczba, jakkolwiek wyssana z palca, powoduje, że księża i ich owieczki bardzo często domagają się wielkich ustępstw ze strony administracji - domagają się stawiania swoich symboli religijnych, gdzie tylko popadnie, często stosując Bismarckowską politykę czynów dokonanych - krzyż stoi, więc jak władze próbują go usunąć, to jest atak na symbol. I tak jest teraz. Samowolka budowlana w najbardziej reprezentacyjnym miejscu w stolicy - przed Pałacem Prezydenckim jest broniona na bieżąco przez mniej więcej 10-osobową bandę fanatyków religijnych, którzy w razie czego, zwołują wszystkich pozostałych fanatyków z Warszawy. Swoich własnych kapłanów obrzucają wyzwiskami, typowymi z ich religii miłości i pokoju - od Żydów, ubeków, komunistów, pachołków Rosjan, czy kto tam jeszcze przyjdzie im do pustych łbów. Przywiązują się do krzyża, śpiewaja religijne czy patriotyczne pieśni (dla nich nie ma różnicy), mają przy sobie symbole narodowe - flagi, godła, czy odznaki, oraz religijne - krzyże, różańce i tak dalej. Wrzaskiem i terrorem wymuszają swoje miejsce, nie zauważając, że na ich liczbę (jakoś 500 osób) przypada półtora miliona warszawiaków, nie mających ochoty na ich cyrki. Pojechałem tam, żeby się pośmiać. Zamiast tego - byłem przerażony. Oprócz oczywistości - mocherowych emerytów, byli tam też młodzi ludzie, dzierżący owe symbole. Jak można mieć 20 lat i być fanatykiem religijnym w nowoczesnym, ponoć państwie? Jedna baba obok, przyszła nieco za późno, żeby się dopchać do barierek. Zaczęła więc węszyć w tłumie, szukając fotoreporterów, którym później pozowała jak paw, jak taki Traugutt na zboczach Cytadeli, ostatni zbawca narodu. Pod barierką, 5 metrów ode mnie stała grupka, najwyraźniej sąsiadów, którzy przynieśli po krzyżu i raz po raz intonowali pieśni religijne, przerywając je raz na jakiś czas okrzykami "hańba, hańba". Była też młoda, tak na oko 18-19 letnia dziewczyna, która po ogłoszeniu wyniku przeszła się, jak kogut po wybiegu z flagą przed sobą. Wzrok miała wpatrzony w barwy flagi, wyprostowane ręce i minę, jakby broniła niepodległości. A jakiż to wynik był? Wynik największej porażki, od czasu wyborów w 2005 roku - oto władza, w trosce o zdrowie obywateli, postanowiła zostawić krzyż do czasu postawienia pomnika ku czci ofiar katastrofy. CO KURWA??? Jakiej czci, oni chcą czcić ofiary katastrofy? Tragedii spowodowanej głupotą, oni chcą tą tragedię czcić? A podobno chrześcijaństwo to monoteistyczna religia, wygląda na to, że czcić będą każdą ofiarę. W przestrachu przed 10 oszołomami i tysiącu kolejnych wszetecznych idiotów popieranych przez najgorsze fundamentalistyczne gówno naszego narodu, zdecydowałem się ustąpić przed ich terrorystycznymi żądaniami i udostępnić przestrzeń reprezentacyjną na znak religijny, łamiąc w ten sposób zasadę rozdziału państwa od kościoła. Prezydent RP Tak powinna brzmieć odkłamana odpowiedź prezydenta na to, co sie przedwczoraj stało.
wtorek, 06 lipca 2010
Panie i panowie... 4 lipca 2010 roku skończył się w Polsce kaczyzm.
w 2005 roku napisałem na blogu, że wyjeżdżam z kraju, ponieważ katokaczki dorwały się do władzy. Nie wyjechałem, ale też nie uważam, że było super. Wręcz przeciwnie - rząd PiS-LPR-Samoobrona był najgorszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć dla naszego kraju. Był to sojusz partii przestępców niszczących polski majątek przy kamerach wmawiając, że to dla naszego dobra (samoobrona), partii faszystów, którzy nagle mieli uczyć nasze dzieci oraz partii, z której minister spraw zagranicznych nie mówił w żadnym języku obcym, minister sprawiedliwości namawiał do linczu, a minister w kancelarii premiera załatwił w swojej rodzinnej miejscowości stację ekspresów. Ostracyzm, poszukiwanie nieistniejących spisków, podsłuchy, tworzenie afer, roczne namawianie do przyjęcia łapówki przez służby specjalne... To nie było normalne. A teraz? Teraz możemy odetchnąć z ulgą. Mimo olbrzymiego poparcia Jarka ze strony tych, co chcieli w ten sposób złożyć mu kondolencje... mimo tego, że Jaruś skakał z poglądami do wszystkich od prawa do lewa, mimo że przywdział maskę dobrotliwego, biednego dziadziusia, mimo że PO zobowiązało się nie wieszać żadnych bilboardów i mimo tego, że publiczna telewizja częściej szkalowała Komorowskiego niż chwaliła Kaczyńskiego - Bronek wygrał. Nie jest to mój idealny kandydat. Jest katolikiem, czyli wspiera największą plagę ludzkości. Jest też myśliwym, czyli mordercą zwierząt dla swojej własnej frajdy... Ale i tak jego osoba mi bardziej pasuje. Co znaczy dla mnie jego prezydentura? Obietnicę spokojnych rządów, pewność, że nikt nie będzie bawił się w zamianę Polski w katolicki Iran. I jednocześnie możliwość sprawdzenia propozycji PO. Mamy przed sobą 2 lata stabilnych rządów partii, która ma wszelkie możliwości do tego, żeby wprowadzić w życie swój program. A potem będziemy mogli sprawdzić, czy im się udało.
czwartek, 24 czerwca 2010
O teoriach spiskowych słów kilka
Zastanawiało mnie od jakiegoś czasu, o co chodzi z tymi całymi teoriami spiskowymi. Dlaczego ludzie je wymyślają? Co z tego mają? Jak się zachowują? Doszedłem do wniosku, że jest to pewnego rodzaju choroba psychiczna. Zaczyna się od poczucia odrzucenia. Potencjalny chory czuje się nieakceptowany wśród swojego otoczenia, często rodziny... Czuje, że jest inny niż wszyscy i ci inni są dla niego wrogami. Zaczyna się zastanawiać, czemu tak jest. I tu się zaczyna pierwszy element choroby - ów człek stwierdza, że nie jest gorszy od innych, więc inni musieli oszukiwać, żeby znaleźć się w lepszej od niego sytuacji. Tu potencjalny chory zaczyna się zastanawiać, jak inni go oszukali. I w tym celu może poszukiwać w internecie albo prasie odpowiedzi - odpowiedzi dostaje mnóstwo - ci inni są pedałami, żydami, masonami, ludźmi-jaszczurami, postkomunistami, gangsterami, kryptonazistami, czy spiskiem katolickich pedofili. W zależności od swoich dotychczasowych poglądów rozpoczyna np. od szukania żydowskich przodków swoich wrogów. Tak powstała np. strona polonica.net - psychiczni, którzy tą stronę założyli, stwierdzili, że wszyscy ci, których nie lubią, są na pewno pejsatymi wrogami Przenajświętszej Rzeczypospolitej - ostatnio do tej listy dodano nawet Piotra Adamczyka. Chyba komuś nie podobają się jego filmy... Następnie taki gość po nazwaniu wszystkich swoich przeciwników zaczyna tworzyć ich siatki. Łączy wrogów siecią powiązań, które z pewnością są przestępcze. Przeinacza istniejące fakty, lub dopisuje swoje własne. Przestaje ufać wszelkim mediom, nawet tym, które dotychczas łechtały jego paranoje. Powoli żydowskimi mediami oprócz oczywistej Gazety Wyborczej, staje się również Newsweek, Wprost, Rzeczypospolita a nawet Nasz Dziennik, Fronda i Wróżka. Rozpoczyna się odwrót do Internetu. Powstają takie strony jak rzeczona już polonica, ale też prawda2, gdzie można się dowiedzieć, jak żydzi wymyślili holokaust, a WTC zostało zniszczone przez Ufo. Krąg się zamyka, a chora już wyobraźnia tworzy coraz to nowe teorie. Cały świat jest przeciwko choremu, kończyć się to będzie zapewne nerwicą natręctw, depresją, a nawet autyzmem lub próbami samobójczymi. I pomyśleć, że chory psychicznie człowiek chce zostać naszym prezydentem... Sami oceńmy, gdzie jego miejsce.
wtorek, 11 maja 2010
Fundusz emerytalny
Siedzę sobie w pracy, a tu mi nagle przychodzi jakaś babka. Zaczyna się dialog: -Dzień dobry, czy wybrał już pan fundusz emerytalny? -A wie pani, już dawno temu. -I co, co to za fundusz? -A nie pamiętam. Chyba taki niebieski... a może zielony? -Ale do pana raz w roku przychodzi list z wyliczeniami! (babka zaczyna mieć przerażoną minę) -A kto by wiedział, co tam jest napisane... -To jak pan wybrał ten fundusz, skoro nawet pan nie wie, czym on jest? -A przyszedł taki pan z laptopem mi do domu, produkował się przez dłuższy czas, więc pomyślałem, że tak ładnie się stara, to mu się należy. Ja i tak nic nie kapowałem, z tego, co on mówi -I pan w ogóle nie wie, co to za fundusz? -Nom. Chyba coś Kubicą się ostatnio chwalili... A może to był Gortat? -I tak pan zamierza dalej? -A czemu nie. Ja nie wiem, co to jest, ważne, żeby ci goście wiedzieli. -... (i poszła) Babka miała przez większość rozmowy minę, jakby spotkała kogoś, kto świadomie odkręca sobie w domu gaz i czeka, aż coś wybuchnie. A ja po prostu nie mam głowy do tych gości z banku. Wysyłają jakieś cyferki, jakieś reklamówki, które od razu w koszu lądują... i tyle. A po co sobie głowę zawracać czymś, na co i tak nie ma się wpływu? OFE masz mieć i tyle. Różnice pomiędzy nimi leżą w granicach błędu statystycznego. I o co tyle hałasu? |
Archiwum
O autorze
Zakładki:
Blogi
Fora
Ja w necie
Strony
Tagi
|